poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 1, cz. 1 - Urodziny.

25 sierpnia 2019 r.

    Zacznijmy od tego, po co to piszę. Po wam do wiadomości moje imię, nazwisko i te inne pierdoły. To dość skomplikowane. Mam 15 lat i chcę się dowiedzieć kim tak naprawdę jestem. Brzmi poważnie, co? Podejrzane, bo rzadko jestem poważna. Jednak myślę, że na moim miejscu chcielibyście tego samego. Rodzice pokazują wam zdjęcia i opowiadają historie tylko od momentu osiągnięcia przez was szóstego roku życia, a o wcześniejszych czasach nie chcą rozmawiać. Przez ich słowa w twojej głowie pojawia się czarna dziura, która zabiera ze sobą wszystkie wspomnienia i zostawia już tylko te, które dali ci rodzice. W sumie fakt, jesteś dzieckiem, więc co za różnica. Ale kiedy dorastasz, zaczynasz się zastanawiać. Milczenie bliskich nie jest już czymś, na co można lekceważąco machnąć ręką, po czym wrócić do swoich zabawek. Jest tajemnicze i... naprawdę dziwne. Przez długi czas nie jesteś w stanie myśleć o niczym innym. I wreszcie następuje moment, gdy wiesz, że coś z tym trzeba zrobić, że nie możesz pozwolić sobie na życie w nieświadomości. Na tym etapie właśnie jestem. I na tym etapie zacznie się nasza podróż. Chyba mogę to tak nazwać? Całkiem poetycko, jak na mnie.
     Skoro tu jesteście, to coś już o mnie wiecie. Czy jestem oryginalna, bo posiadam magiczne zdolności? O nie. Jest nas wielu. Tak wielu, że nawet twój sąsiad może być czarodziejem. Nasze domy, nasze szkoły, sklepy i inne tego typu budynki są ściśle chronione, aby nikt z was, mugoli, nie zobaczył tego co mamy. A więc... Nasz świat to sekret. Tylko niektórzy z was są w stanie go odkryć. Dzielimy się na czarodziejów czystej krwi, półkrwi i mugolaków. Mugolak? Osoba pochodząca z rodziny mugoli, posiadająca jednak magiczne zdolności. Niestety nie każdy w naszym świecie jest tolerancyjny – niektórzy nie potrafią zaakceptować takiego pochodzenia. Wierzcie lub nie, znam wiele takich przypadków. 
     - Joy, wstawaj – usłyszałam głos matki dochodzący zza drzwi. Pora na powrót do rzeczywistości. – Dzisiaj twoje urodziny, królewną nie jesteś, więc musisz pomóc.
     - Już, chwila – odpowiedziałam, powoli wstając z łóżka. I tak nie spałam od dobrych kilku godzin. Bezsenność? Moje drugie imię. 

     Zeszłam na dół na śniadanie. Spodziewałam się rozwieszonych wszędzie serpentyn, balonów i innych urodzinowych bzdur, których tak nienawidziłam. A mimo tego zawsze 25 sierpnia widziałam je wszędzie. Ale tym razem rodzice zaskoczyli mnie i obkleili wszystkie ściany plakatami z moją ulubioną drużyną quidditcha, Strzałami z Appleby! Ach, dobra, nie oszukujmy się. Było tak samo jak zawsze. Serpentyny. Balony. Armata, z której co godzinę wybucha masa konfetti. I żadnych plakatów z quidditchem. Cóż, marzenia fajna rzecz.
     - Kto dzisiaj do nas przychodzi, oprócz twojego chłopaka, Joy? – zapytał Tyler, skazując tatę na napad kaszlu, a mamę na sprzątanie rozbitego talerza.
     - A wiesz, że nadal mam to wielkie pudło z Magicznymi Dowcipami Weasley'ów? Hej, zawsze chciałam użyć tego wielkiego bata, muszę wreszcie zobaczyć jak działa!
     

     - Uważaj bo się boję! Już umiem wysadzać sedes, więc ostrzegam cię!     
     - W twoim wieku umiałam wysadzić planetę, a ty mi tu o sedesach mówisz?     
     - Ona żartuje – mama przewróciła oczami.
     - Wcale nie - szepnęłam bratu na ucho. Wybiegł z salonu, by rozpocząć plany wysadzenia planety. 
     Jeśli myślicie, że istnieje coś bardziej denerwującego, niż dziesięcioletni brat, jesteście w dużym, oj dużym błędzie. Ale są i atuty jego infantylnego zachowania - jeśli taki zostanie, spadek po rodzicach jest mój. Tak, to dopiero początek mojego humoru, określanego przez wszystkich jako "nie na miejscu".
    Po długim tłumaczeniu tacie, że James nie jest moim chłopakiem, ale przyjacielem, wróciłam do przygotowań. Jak zawsze bierze na poważnie wszystkie słowa, które padną w tym domu. Z drugiej strony jego zachowanie wydawało się dziwne, w końcu co by mu to przeszkadzało. Nieważne, nad czym ja się w ogóle zastanawiam?
     Okazało się, że mama odwaliła większość pracy zanim wstałam. Po godzinie pozostało tylko nakryć do stołu, więc ruszyłam na strych po obrus. Zatrzymała mnie jednak sowa, która nagle wleciała do mojego pokoju. Do nóżki miała przyczepiony skrawek papieru. Wzięłam go, a ptak poszybował do otwartej klatki. List był od Jamesa.


Kochana Joy!
Nie mogę się doczekać wieczoru. Albus, Lily, Hugo i Rose też. Weasleyowie przyjechali do nas chwilę temu, więc zjawimy się u was wszyscy razem. Mamy dla Ciebie niezłe prezenty, pewnie Ci się spodobają. Zamówiłem też piwo kremowe. Rodzice Cię pozdrawiają. Do zobaczenia wieczorem!


     "Pewnie ci się spodobają". Wieczorem stwierdziłam, że w liście musiała być jakaś literówka - powinno być "Na pewno ci się spodoba". Jak zawsze, przyjaciele wiedzieli o czym marzę. Torba słodyczy od Albusa, kilka gadżetów od Zonka i Magicznych Dowcipów Weasley'ów od Jamesa i Wielka Encyklopedia Quidditcha od Rose. I oczywiście najlepszy prezent od całej trójki.
     Towarzystwo.


__________________________________________________
Trochę krótki, ale stwierdziłam że podzielę go na dwie części ;) no i pytanko - na blogu mają pojawiać się rozdziały dłuższe, czy krótsze? Mówiąc krótsze, mam na myśli mniej więcej takie jak ten, a dłuższe... około dwa razy takie jak ten. Mi to osobiście nie robi różnicy, ale zależy jak wygodniej się je czyta :> Dzięki za przeczytanie! <3